Grzegorz Ciećka i historia działań w dziedzinie kultury

Ponad 15 lat aktywności społecznej, szczególnie na niwie kultury, sztuki i historii, trudno opisać w krótkim artykule. Dlatego postanowiłem przedstawić swoje działania, koncentrując się na najważniejszych wydarzeniach, a przy okazji wyjaśnić, jak to się zaczęło, z czego wynika i jaki jest ich długofalowy cel.

Uważam, że moje działania są efektem misji, którą sobie wyznaczyłem jako jeden z celów życiowych. To hobby, ale o dużej użyteczności społecznej. Właśnie ta użyteczność nadaje mu większy sens i wartość, skutecznie motywując do dalszego działania.

Nastawienie na szeroką współpracę z ludźmi i organizacjami sprawia, że możliwości znacząco się zwiększają, dlatego jestem zwolennikiem synergii i wspólnego działania. Dzięki temu z takich inicjatyw korzysta wiele osób, a ich efekty realnie wpływają na lokalną społeczność i przyczyniają się do jej zmiany.

Moją historię często zaczynam od wojska, do którego trafiłem po ukończeniu szkoły średniej. Służyłem w jednostce Strzelców Podhalańskich w Rzeszowie, specjalizującej się w przygotowaniu do misji zagranicznych. Takie szkolenie z czasem znacząco zmienia człowieka. Kształtuje dyscyplinę, a jednocześnie uczy działania w zespole.

Po wyjściu z wojska zacząłem traktować okolice Horyńca-Zdroju jak obcy teren, który należy jak najlepiej rozpoznać. To rozpoznanie sprawiło, że moje wcześniejsze, ogólne zainteresowanie historią przerodziło się w zainteresowanie jej szczegółami i śladami zachowanymi w terenie.

Nie będzie przesadą, jeśli powiem, że do tej pory zgromadziłem zapewne ponad milion zdjęć wykonanych w terenie. Od około 20 lat niemal bez przerwy fotografuję wszystko, tworząc przepastne bazy danych.

Rok 2011 można uznać za mój oficjalny debiut. Wtedy rozpocząłem działalność, publikując swoje artykuły na łamach „Gazety Horynieckiej”. Były to teksty łatwe i przyjemne w odbiorze, ponieważ od początku wiedziałem, że chcę przekazywać niszowe niuanse lokalnej historii oraz pokazywać atrakcyjność regionu w przystępnej formie.

Szczególną uwagę poświęcałem lokalnym historiom, które wcześniej nigdzie nie były publikowane ani szerzej znane.

Skąd takie zainteresowania? Mogę potwierdzić na własnym przykładzie, że każdy człowiek jest kombinacją inspiracji czerpanych od innych ludzi, których uważa za wartościowych. Od dzieciństwa byłem pod wrażeniem swojego wychowawcy w szkole podstawowej i artysty, Janusza Burka. Fascynował mnie jego sposób snucia opowieści oraz umiejętność przekształcania zwykłych historii w coś naprawdę interesującego.

Później tę fascynację historią jeszcze bardziej rozbudził nauczyciel historii w szkole podstawowej, Marek Janczura, który również miał niezwykły dar opowiadania. Obaj byli jednocześnie kolekcjonerami regionaliów i zwracali szczególną uwagę na lokalną historię.

Janusz Burek zmarł nagle w 2009 roku. Niedługo później postanowiłem oddać mu hołd. To była „nasza prywatna sprawa”.

W szkole podstawowej pan Burek, jak go nazywaliśmy, zabierał naszą klasę do różnych prac społecznych. Jednym z takich miejsc był cmentarz z I wojny światowej w Nowinach Horynieckich, gdzie naszym zadaniem było uporządkowanie terenu poprzez usunięcie zakrzaczeń. Otrzymaliśmy dokładne wskazówki. Mieliśmy wyrywać z korzeniami wszystkie krzewy i młode drzewka porastające mogiły. Tłumaczył nam, że tylko wtedy nie odrosną, natomiast ich wycięcie sprawi, że za kilka miesięcy problem będzie jeszcze większy. Powtarzał, że właśnie tak powinno się porządkować cmentarze.

Pewnego dnia wróciłem na ten cmentarz sam, z duchem pana Burka. Był zarośnięty niemal tak samo jak kilkanaście lat wcześniej. Prace zajęły mi prawdopodobnie pół dnia, ale oczyściłem cały cmentarz, wyrywając z korzeniami wszystkie zakrzaczenia. Do dyspozycji miałem tylko rękawice, bez żadnych narzędzi.

Wtedy zwróciłem uwagę na złamany kamienny krzyż, jedyny znajdujący się na tym cmentarzu. Postanowiłem go skleić. To był moment, który skierował moją szczególną uwagę na kamienne krzyże bruśnieńskie i ich stan zachowania.

Oczywiście wcześniej słyszałem o działalności Leona Ważnego z Horyńca-Zdroju, który z pasją odnawiał połamane krzyże, współpracując z hermetyczną grupą GERP oraz artystą Grzegorzem Wajsem.

Szczególną osobą, która również wpłynęła na moje zainteresowania, był Mieczysław Zaborniak, nazywany ostatnim kamieniarzem bruśnieńskim. Ponieważ był kuzynem mojego dziadka, przyjmował mnie na rozmowy zupełnie inaczej niż osoby obce, które często go odwiedzały, chcąc pozyskać informacje historyczne.

Na podstawie jego opowieści powstawały różne artykuły, zarówno do „Gazety Horynieckiej”, jak i na strony internetowe. Najcenniejsze okazały się jednak informacje, które pozwoliły odnaleźć w terenie obiekty i miejsca wcześniej mało znane.

Od Mieczysława Zaborniaka otrzymałem jeszcze jedną, najcenniejszą rzecz – element lokalnego niematerialnego dziedzictwa kultury. Rozmawialiśmy przede wszystkim o kamieniarce i sztuce rzeźbiarskiej. Wiedza oraz wskazówki, które mi przekazał, po jego śmierci w 2017 roku stały się dla mnie czymś w rodzaju przekazu umiejętności rzeźbiarskich, technicznych i metodycznych od ostatniego kamieniarza bruśnieńskiego.

Z biegiem czasu poznałem także sposób pracy innych „lokalnych twórców”, niezwiązanych z Brusnem. Stosują oni jednak całkowicie odmienną filozofię techniczną i metodyczną. Ich działalność opiera się głównie na kopiowaniu lub inspirowaniu się kamieniarką bruśnieńską, brakuje natomiast bezpośredniego przekazu tradycji oraz identyfikacji z bruśnieńskim sposobem pracy.

W lipcu 2013 roku stworzyłem stronę internetową kamienny.horyniec.info. Jej celem było opisywanie kamiennych krzyży, kapliczek oraz historii związanych z Brusnem.

Po opisaniu kilkudziesięciu obiektów, do których informacje zacząłem pozyskiwać od coraz większej liczby osób poprzez rozmowy o lokalnej historii i pytania, czy nie wiedzą czegoś o danym krzyżu lub kapliczce, zacząłem również odczytywać napisy na zamalowanych krzyżach odczyszczając je. Z czasem zaczęły wyłaniać się zaskakujące historie.

Przez wiele lat niemal codziennie byłem w terenie. Po pracy spędzałem tam kilka godzin, a w weekendy całe dnie, przemierzając okolicę rowerem lub motocyklem. Jednocześnie tworzyłem własny księgozbiór, kupując wszystko, co było związane z lokalną historią, a także pozyskując w terenie interesujące eksponaty.

Poziom wiedzy, szczegółowość informacji i rozpoznanie terenu, jakie udało mi się wówczas osiągnąć, uświadomiły mi rozmowy z Markiem Janczurą, moim nauczycielem historii ze szkoły podstawowej. Ostatni raz spotkaliśmy się w grudniu 2013 roku w Radrużu. Pan Marek, jak go nazywaliśmy, zmarł w styczniu 2014 roku. Na jego pogrzeb przybyły tłumy.

Był to dla mnie szczególny moment, ponieważ zarówno pana Burka, jak i pana Marka uważałem za osoby, które na swój sposób były wybitnymi znawcami lokalnej historii Horyńca, a jednocześnie same ją współtworzyły.

Pasjonatów lokalnej historii było oczywiście znacznie więcej. Warto wymienić przede wszystkim Marka Wiśniewskiego, który stał się dla mnie przykładem, jak skutecznie promować swoją małą ojczyznę. Z kolei jego syn Łukasz, dzięki swojemu nieszablonowemu podejściu, z czasem uaktywnił u mnie pewne „parcie na szkło”.

Ten opis ma pokazać drogę. Chcę pokazać, że zainteresowania oraz działalność społeczna związana z historią i kulturą nie rodzą się z niczego. Są sumą inspiracji płynących od innych ludzi, które stopniowo ukierunkowują nasze działania. Wielu ludzi spotkanych na naszej drodze wskazuje kierunek, choć często nawet ich o to nie prosimy. Po prostu dostrzegają w drugiej osobie potencjał.

Już wtedy szczególne wrażenie robili na mnie Franciszek Kotula i Stanisław Franciszek Gajerski, którzy swoje opracowania tworzyli przede wszystkim na podstawie informacji zbieranych w terenie, a nie wyłącznie materiałów źródłowych. Opracowania Gajerskiego do dziś pozostają dla mnie bezcennym źródłem wiedzy w tematach, którymi się zajmuję.

W 2015 roku opracowałem wniosek do programu stypendialnego Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, dotyczący inwentaryzacji kamiennych krzyży przydrożnych. Okazał się na tyle dobrze przygotowany, że otrzymałem stypendium na 2016 rok. Zostałem pierwszym stypendystą Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego z terenu powiatu lubaczowskiego w programie związanym z upowszechnianiem kultury. Było to prestiżowe wyróżnienie, które otworzyło przede mną wiele nowych możliwości.

W ramach rocznego stypendium powstała strona internetowa kamiennekrzyze.pl, która zastąpiła wcześniejszą stronę kamienny.horyniec.info. Na terenie powiatu lubaczowskiego zinwentaryzowano 581 obiektów. Każdy z nich został naniesiony na mapę, sfotografowany i opisany. Powstała w ten sposób ogromna baza wiedzy dotycząca kamieniarki bruśnieńskiej.

Następnie, w 2020 roku, Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego po raz drugi przyznał mi stypendium na kolejny etap inwentaryzacji przydrożnych kamiennych krzyży bruśnieńskich, tym razem poza powiatem lubaczowskim. Pod koniec 2020 roku baza obejmowała już 918 obiektów.

Przy okazji powstała również bardzo duża liczba materiałów w mediach, których celem było promowanie ochrony kamiennych krzyży przydrożnych jako elementu lokalnego dziedzictwa kulturowego.

W latach 2016–2021 nastąpił wyraźny wzrost znaczenia kamiennych krzyży bruśnieńskich w świadomości lokalnej społeczności. Była to bardzo duża zmiana, ale nie byłaby możliwa bez wcześniejszej działalności promocyjnej Janusza Burka, Janusza Mazura, kamieniarza Henryka Janczury, Marka Wiśniewskiego i wielu innych osób. Był to naturalny proces kontynuacji i rozwoju.

Podobnie nie byłoby obecnego stanu wiedzy ani popularności kamieniarki bruśnieńskiej bez wcześniejszych badaczy, takich jak Stanisław Franciszek Gajerski i Antoni Stelmach, ich następców oraz ogromnej bazy informacji zgromadzonej na stronie kamiennekrzyze.pl. To właśnie tam obalono wiele mitów związanych z historią kamieniarki, pojawiło się wiele nowych ustaleń, a sama mapa kamiennych krzyży osiągnęła obecnie około 66 tysięcy wyświetleń.

Widzę siebie jako jeden z elementów tego procesu.

Nie tylko kamieniarka była tematem, którym się zajmowałem. Posiadając bogaty księgozbiór związany z lokalną historią, kulturą i sztuką, miałem bardzo dobre rozeznanie w zagadnieniach, które interesowały mnie najbardziej, czyli lokalnym rzemiośle i sztuce.

W 2020 roku, gdy wybuchła pandemia COVID-19 i pojawiło się więcej wolnego czasu, postanowiłem szczególnie skupić się na innym temacie, który od dawna mnie fascynował – drzeworycie ludowym z Płazowa. Widziałem w nim ogromny potencjał. Miałem świadomość, że drzeworyt płazowski jest powszechnie znany poza terenem powiatu lubaczowskiego, a nawet Podkarpacia, w środowiskach związanych ze sztuką graficzną i etnografią.

Oryginalne deski z drzeworytem ludowym z Płazowa od dawna były eksponowane na wystawie stałej Muzeum Etnograficznego w Krakowie, reprezentując jeden z najważniejszych przykładów polskiej kultury ludowej. W latach 2011–2012 powstało także Wirtualne Muzeum Drzeworytów Ludowych prowadzone przez Muzeum Etnograficzne w Krakowie. Strona ta do dziś stanowi bezcenną bazę wiedzy na temat polskiego drzeworytu ludowego.

Mając za sobą serię wyjazdów do Krakowa i Zakopanego, podczas których szukałem śladów związanych z drzeworytem płazowskim, a także oglądałem na żywo ekspozycję w Muzeum Etnograficznym w Krakowie, zacząłem szukać możliwości jego promocji.

Dysponowałem już dużym zasobem wiedzy i widziałem, że w Polsce działają drzeworytnicy inspirujący się sztuką ludową, wśród których szczególne miejsce zajmuje Marek Głowacki. O ile inni twórcy ludowi przede wszystkim tworzyli, a ich prace można było jedynie od czasu do czasu zobaczyć, o tyle Marek Głowacki pokazywał również część aspektów warsztatowych w Internecie. Od razu było widać, że współpracuje z ludźmi posiadającymi szczególną wiedzę na temat grafiki ludowej. Trafiłem również na Tadeusza Grejpela, który do drzeworytu historycznego podchodził w bardzo specjalistyczny sposób. Wtedy stało się dla mnie jasne, że można rozwijać tę dziedzinę także w praktyce.

O ile praktykowanie rzeźby kamiennej było kłopotliwe, ponieważ wymagało pozyskiwania dużych i ciężkich bloków kamienia, a wiedziałem już wtedy, że kamień z kamieniołomu w Starym Bruśnie, wskutek wydobycia przy użyciu materiałów wybuchowych w okresie PRL, ma naruszoną strukturę i jest ryzykowny w obróbce, o tyle drzeworyt wymagał minimalnych nakładów. Wystarczały deska i nóż.

W 2020 roku, pracując nad projektem stypendialnym dotyczącym kamieniarki bruśnieńskiej, jednocześnie rozpocząłem organizację działań związanych z drzeworytem ludowym. Udało się stworzyć inicjatywy angażujące lokalną społeczność. Najważniejszym celem było dla mnie doprowadzenie do tego, aby w rodzinie Kostrzyckich ponownie pojawiły się działania związane z drzeworytnictwem.

Drzeworyt ludowy z Płazowa był dla mnie szczególnie ważny również z powodów rodzinnych. Duża część mojej rodziny od pokoleń mieszkała na terenie parafii Płazów, a sam Kostrzycki pochodził z wioski, z której wywodziła się rodzina mojej babki od strony ojca. Z rodzinnych opowieści wiem, że w dawnych czasach drzeworyty płazowskie zdobiły nasze domy. Opisy tych obrazków i sposobu ich wykorzystania, które przekazywała moja babka, były niemal identyczne z relacjami pana Hawryliszyna z Łówczy.

Gdy pod koniec 2020 roku zakończyłem prace nad projektem stypendialnym, zintensyfikowałem działania związane z drzeworytem płazowskim. Po wieloletnich badaniach nad jego historią w 2021 roku, w książce historycznej Z Roztocza na Grzędę Sokalską. Szkice historyczne i literackie, w artykule „Drzeworyt płazowski dziedzictwem narodowym Polski”, opisałem historię drzeworytu płazowskiego w szerokim kontekście historycznym i społecznym. Lokalne społeczeństwo po raz pierwszy mogło poznać prawdziwą wartość drzeworytu płazowskiego.

Działania z lokalną społecznością były na tyle dobre jakościowo i perspektywiczne, że zgłoszenie inicjatywy pod tytułem „Reaktywacja i rozwój drzeworytu płazowskiego” do wpisu do Krajowego rejestru dobrych praktyk w ochronie niematerialnego dziedzictwa kulturowego, prowadzonego przez Narodowy Instytut Dziedzictwa, uzyskało akceptację Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego i 11 lipca 2022 roku dokonano wpisu.

Udało się stworzyć unikatową inicjatywę związaną z niematerialnym dziedzictwem kultury, w której każdy, kto praktykuje drzeworyt ludowy, może być depozytariuszem, czyli nosicielem lokalnej tradycji. Warto zaznaczyć, że działania związane z drzeworytem nie są skierowane na pojedyncze osoby i ich promocję, lecz na lokalną społeczność zajmującą się tym dziedzictwem kultury.

Według zapisów we wniosku społeczność pierwszych depozytariuszy oraz lokalna społeczność biorąca udział w promocji działań mają za zadanie promować historyczne tradycje. Mnie w tym działaniu przypadła szczególna rola. Opracowując pod względem merytorycznym wniosek, stałem się również osobą odpowiedzialną za dbanie o poprawność merytoryczną działań związanych z drzeworytem.

Dlatego też powstała strona internetowa drzeworyt.ziemialubaczowska.pl, będąca stroną społeczności drzeworytników i zawierająca oficjalne informacje związane z reaktywacją drzeworytu ludowego. Działania reaktywacyjne są często określane jako wzorcowe dla innych inicjatyw i jako taka dobra praktyka prowadzone są kolejne działania. Już dziś stanowią wzór do naśladowania dla innych inicjatyw.

Udało się praktycznie z niczego, z prostej historii zamarłego lokalnego rzemiosła, stworzyć lokalną markę, która staje się coraz bardziej rozpoznawalna w całym kraju. Celem długofalowym jest wypracowanie praktyki związanej z niematerialnym dziedzictwem kultury, która zostanie wpisana do rejestru najlepszych praktyk UNESCO.

Aby mogło do tego dojść, potrzebne były działania, które podniosłyby jakościowo tę inicjatywę na wyższy poziom. Dzięki stypendium twórczemu pod tytułem „Poszukiwanie istoty drzeworytu”, organizowanemu przez Narodowy Instytut Kultury i Dziedzictwa Wsi dla twórców ludowych ze środków Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi, w drugiej połowie 2023 roku realizowałem projekt będący jednocześnie przedsięwzięciem twórczym i badawczym.

Dotyczył on poszukiwania optymalnych rozwiązań technicznych i metodycznych dla ludowego drzeworytu oraz ludowego druku płótna. Udało mi się wtedy opracować coś, co uważam za wstęp do kolejnego wpisu do Krajowego rejestru.

O ile ludowy drzeworyt w różnych formach funkcjonował w sposób ciągły na terenie kraju, o tyle na terenie powiatu lubaczowskiego był całkowicie zapomniany, a druk tkanin przy pomocy desek ze wzorami wyciętymi jak drzeworyt po II wojnie światowej zaniknął w Polsce całkowicie. Rzemiosło to było bardzo sporadycznie opisywane przez nielicznych etnografów, a w muzeach eksponowano głównie drukowane spódnice z południowej Lubelszczyzny i wschodniej części Podkarpacia.

Pod koniec 2023 roku, w ramach stypendium NIKiDW, wykonana została rekonstrukcja deski z wzorem ze spódnicy z Oleszyc, znanej z grafiki Kielisińskiego z połowy XIX wieku. Powstała także pierwsza tkanina wydrukowana metodami i techniką przedwojennych ludowych drukarzy płótna. Otworzyło to drogę do rozpoczęcia procesu tradycyjnego wykonywania zdobień na tkaninach, z których mogą dziś powstawać oryginalne elementy stroju ludowego ze wschodniej części Podkarpacia i nie tylko.

W 2024 roku rozpoczęła się kolejna inicjatywa związana z lokalnym dziedzictwem kultury. Dzięki projektowi „Dziewięcierz z kamienia i gliny”, realizowanemu w ramach grantu Narodowego Instytutu Dziedzictwa przez Stowarzyszenie Przystanek Horyniec, którego byłem koordynatorem, na światło dzienne wyszło kolejne rzemiosło o ogromnym potencjale – garncarstwo z Dziewięcierza.

W ramach tego projektu po raz pierwszy od około lat 60. XX wieku garncarstwo ponownie zawitało do Dziewięcierza i na ziemię horyniecką. Powstała publikacja, która po raz pierwszy przedstawia nieznane dotąd aspekty historii Dziewięcierza i opisuje rzemiosło garncarskie jako lokalne dziedzictwo kultury. Od czasu realizacji projektu garncarstwo i praca z ceramiką stopniowo ugruntowują swoją pozycję w świadomości społecznej gminy Horyniec-Zdrój, a jednocześnie trwają intensywne działania mające na celu wykorzystanie tego potencjału.

W 2025 roku po raz trzeci Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego przyznał mi stypendium twórcze, tym razem na działania związane z drzeworytem i drukiem tkanin. Motywem przewodnim projektu była rekonstrukcja warsztatu ludowego drzeworytnika i drukarza. Część merytoryczna projektu była na tyle dobra jakościowo i zapewne również odkrywcza, zarówno dla ludowego drzeworytu, jak i druku tkanin, że podczas sierpniowego Jarmarku Jagiellońskiego w Lublinie, będącego jednocześnie miejscem spotkania najważniejszych twórców ludowych z całego kraju i państw sąsiednich, jury przyznało mi nagrodę główną Jarmarku Jagiellońskiego.

Pod koniec 2025 roku nastąpiło podsumowanie projektu stypendialnego. Od tego momentu weszliśmy w etap przełomu. Dopracowane zostały aspekty warsztatowe związane z ludowym drzeworytem i drukiem tkanin, a także wypracowano optymalne rozwiązania techniczne i metodyczne. Cel działań związanych z drzeworytem pozostaje nadal aktualny i wchodzi w kluczową fazę: stworzenie dużej liczby prywatnych warsztatów na terenie powiatu lubaczowskiego oraz uczynienie grafiki ludowej jednym ze znaków rozpoznawczych regionu.

Patrząc z perspektywy czasu, widzę, że wszystkie te działania nie były przypadkowymi projektami, lecz kolejnymi etapami jednej drogi. Każde z nich wynikało z poprzedniego i prowadziło do odkrywania oraz przywracania lokalnego dziedzictwa kulturowego. Wierzę, że największą wartość mają nie pojedyncze osiągnięcia, lecz trwałe zmiany, które pozostają w lokalnej społeczności i stają się inspiracją dla kolejnych pokoleń.

Wychowawca ze szkoły podstawowej, Janusz Burek opowiada o historii pomnika w Horyńcu-Zdroju.
Eksploracja terenu w poszukiwaniu mało znanych zagubionych w lasach Roztocza kamiennych krzyży z ekipą OR-BAD – okolica 2008 roku.
Eksploracja okolic Starego Brusna z wujem Janem i przekaz bezcennej wiedzy na temat lokalnej historii zakończona odnalezieniem jednego z najstarszych kamiennych krzyży bruśnieńskich z czasów najazdów Tatarskich.
Marzec 2013 i eksploracja okolicy Radruża z historykiem Mirosławem Piotrowskim. Człowiekiem o ogromnej wiedzy regionalnej. Potrafił w bardzo przystępny sposób mówić o wpływie wielkiej historii na zwykłych ludzi.
Krzyż na terenie nieistniejącej wsi Rudka w 2014 roku, początek procesu odczyszczania z farby. To jeden z wielu kamiennych krzyży, które trwale zmieniły swój wygląd.
Z Danielem Potkańskim i Tomaszem Stelmaskim podczas otwarcia wystawy „Bruśnieńskie Krzyże Przydrożne” w 2021 roku. Udział w projekcie artystycznym artysty Tomasza Stelmaskiego rozszerzył perspektywę kamieniarki bruśnieńskiej. Fotografia wykonana przez Tomasza Michalskiego.
Opublikowano
Umieszczono w kategoriach: News

Grzegorz Ciećka jako drzeworytnik

Grzegorz Ciećka (1981) – drzeworytnik, regionalista i kolekcjoner regionaliów, skupia się szczególnie na sztuce ludowej z terenu powiatu lubaczowskiego i okolic. Pochodzi z rodziny, która od pięciu pokoleń zajmuje się stolarstwem i pracą w drewnie. Dzięki temu od dziecka miał styczność z pracą w drewnie i z czasem pomogło to w rozwinięciu pracy twórczej.

Został stypendystą Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego na rok 2025 jako twórca ludowy zajmujący się drzeworytem. W jego zbiorach znajdują się różne eksponaty związane z drzeworytem płazowskim, które chce w przyszłości wyeksponować w izbie pamięci poświęconej tej niezwykłej sztuce i historii.

Oficjalnie historię i działania z drzeworytem płazowskim zgłębia od 2016 roku, kiedy to podczas Festiwalu Kultur Pogranicza Folkowisko podjął z organizatorami działania promocyjne i warsztatowe z Muzeum Etnograficznym w Krakowie, które udostępniło jedną z kopii drzeworytu płazowskiego do działań warsztatowych oraz materiały promocyjne drzeworytu płazowskiego. W kolejnych latach organizuje wystawy promujące drzeworyt płazowski. Z biegiem czasu podejmuje współpracę z lokalnymi działaczami i twórcami ludowymi budując społeczność wokół idei reaktywacji i rozwoju drzeworytnictwa na terenie powiatu lubaczowskiego. Konstruuje wtedy kompletną merytoryczną oprawę tych działań. Po wieloletnich pracach nad historią w 2021 roku w książce historycznej Z Roztocza na Grzędę Sokalską. Szkice historyczne i literackie w artykule „Drzeworyt płazowski dziedzictwem narodowym Polski„ jako pierwszy opisuje historię drzeworytu płazowskiego z szerokim kontekstem historycznym i społecznym. Lokalne społeczeństwo pierwszy raz może poznać prawdziwą wartość drzeworytu płazowskiego. Ta cenna inspiracja rozpoczyna proces aktywizacji wielu ludzi do pracy z niematerialnym dziedzictwem kultury regionu. Dzięki prężnym działaniom promocyjnym i warsztatowym z drzeworytem płazowskim prowadzonym przez grono lokalnych aktywistów i instytucji, 11 lipca 2022 roku, Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego, na wniosek Stowarzyszenia Tegit Et Protegit, dokonuje wpisu do Krajowego rejestru dobrych praktyk w ochronie niematerialnego dziedzictwa kulturowego dla działań reaktywacyjnych i rozwojowych opartych o tradycję drzeworytu płazowskiego. Jedną z trzech osób inicjujących, depozytariuszy i drzeworytników został Grzegorz Ciećka. Obecnie przy różnych okazjach przeprowadza warsztaty drzeworytnicze, nauczając i promując sztukę drzeworytu ludowego w jej oryginalnej formie. Od 01.07-2023 do 12.31.2023 realizował stypendium twórcze pod tytułem „Poszukiwanie istoty drzeworytu” organizowane przez Narodowy Instytut Kultury i Dziedzictwa Wsi dla Twórców Ludowych ze środków Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Drzeworyty jakie wykonuje są głównie pracami służącymi jako ilustracje do jego artykułów, lub jako prace artystyczne mające na celu dalsze doskonalenie warsztatu drzeworytniczego i odkrywanie jego nowych możliwości. Szczególną dziedziną jaką obecnie zgłębia i opracowuje jest wykorzystywanie desek drzeworytniczych do zadruku tkanin (element tradycyjny stroju ludowego z terenu powiatu lubaczowskiego) i praca nad wykorzystaniem drzeworytu do pracy z gliną – ceramiką. Celem długofalowym działań jest przede wszystkim inicjowanie powstawania prywatnych warsztatów drzeworytniczych na terenie powiatu lubaczowskiego i rozwój tradycji drzeworytniczej opartej o tradycję płazowską. Efektem tego ma być zwiększenie ilości depozytariuszy ludowego drzeworytu.

Tradycja rodzinna pracy z drewnem

Od strony mamy, rodziny Czarnych, pochodzących z narolszczyzny, przynajmniej od 5 pokoleń rodzina tradycyjnie zajmowała się stolarstwem i pszczelarstwem. Przed II wojną światową pradziadek z rodziną brał udział w pracach stolarskich i snycerskich kościoła w Narolu, co pokazuje wartość i jakość umiejętności z pracą w drewnie. Po wojnie dziadek przeniósł się do Polanki Horynieckiej. Kontynuując rodzinną tradycję zajmował się stolarstwem, należał do cechu w Lubaczowie, uzyskał tytuł mistrza stolarskiego i miał uczniów. Wykonywał różne przedmioty z drewna, od mebli, po mniejsze przedmioty użytkowe stosując także ornamentykę. Tradycję rodzinną przejął wujek, który także został członkiem cechu rzemiosł (Rzeszów) i uzyskał tytuł mistrza stolarskiego, miał uczniów. Kontynuował pracę z drewnem w rodzinnej stolarni w Polance Horynieckiej. Zanim zmarł w 2023 roku, był niewyczerpalnym źródłem wiedzy na tematy związane z pracą w drewnie. Od strony ojca, pochodzącego z Huty-Złomy koło Narola, także tradycyjnie pracowano w drewnie. Dziadek Marcin Ciećka zajmował się szczególnie budową w swoim warsztacie stolarskim sań do zaprzęgów konnych i z tego był w okolicy znany. Ojciec Stanisław został dyplomowanym cieślą. Obecnie rodzinną tradycję pszczelarską w Polance Horynieckiej kontynuuje brat Krzysztof z mamą, łącząc ją z tradycją stolarską, którą głównie wykorzystują do budowania uli dla pszczół. Pracę w drewnie do działań twórczych i artystycznych rozwinął Grzegorz, który wyspecjalizował się w drzeworytnictwie. W rodzinie trwa od pokoleń i przekazywana jest myśl związana z pracą w drewnie:

Praca w drewnie nie jest ciężka, tylko długotrwała. Wymaga dużej precyzji i wielokrotnego podchodzenia do tej samej czynności. Praca precyzyjna wymaga czystego umysłu, co pozwala się skupić na detalach. Wykonanie nawet prostego przedmiotu zajmuje dużo czasu co osoba obserwująca z zewnątrz może uznać za łatwe, albo niewymagające myślenia. Podobnie jest z drzeworytem. Oprócz samego wycinania, pracy nożem, jest ogrom wiedzy za nim stojącej, znajomości techniki i materiałów, kreatywności związanej z projektem, Końcowy efekt, to złożony proces, na który składa się 90% myślenia i 10% wykonania. Dlatego też najprościej jest zrobić kopię czyjegoś dzieła, zdejmujemy wtedy z siebie dużą pracę umysłową. To idea nie tylko związana z pracą stolarską, gdzie wykonywane szablonowo przedmioty idą łatwiej niż wymyślanie czegoś nowego, ale przede wszystkim praca artystyczna wymaga kreatywności.

Osiągniecia w zakresie działań z drzeworytem ludowym i sztuką ludową:

1) 24 sierpnia 2025 roku podczas Festiwalu Re:tradycja w Lublinie odbywa się Jarmark Jagielloński, uważany za najważniejsze wydarzenie dla twórców ludowych w Polsce. Grzegorz Ciećka (stoisko z drzeworytem) zdobył nagrodę główną konkursu dla Twórców Jarmarku Jagiellońskiego 2025.
Skład jury:
– dr hab., prof. UMCS Mariola Tymochowicz (Muzeum Narodowe w Lublinie) – przewodnicząca komisji
– dr Jolanta Dragan (Muzeum Kultury Ludowej w Kolbuszowej)
– dr Krzysztof Snarski (Muzeum Okręgowe w Suwałkach)
– Magdalena Zaworska (Warsztaty Kultury w Lublinie) – sekretarz komisji
Szczególne wrażenie na komisji zrobiła prezentacja aspektów warsztatowych, nakierowanych na tradycyjny warsztat.

2) Od stycznia do grudnia 2025 roku stypendium MKiDN z projektem „Żywy warsztat drzeworytniczy”, w ramach którego między innymi wiernie odtworzony został czynnik warsztatowy ludowego drzeworytu. Strategicznym celem na przyszłość są działania związane z dążeniem do wpisu działań z drzeworytem płazowskim do rejestru UNESCO, dlatego projekt ten miał na celu opracowanie (rekonstrukcję) wersji „in crudo” drzeworytnictwa ludowego.

3) Od lipca do grudnia 2023 roku laureat I edycji programu stypendialnego NIKiDW z projektem „Poszukiwanie istoty drzeworytu”. W ramach stypendium, oprócz wykonania ludowych drzeworytów obrazkowych, rozpoczęto prace nad rekonstrukcją warsztatu ludowego drukarza płótna (druk przy pomocy desek z ornamentem).

4) Wystawa w Galerii Dzwonnica podczas Festiwalu Folkowisko (14–16 lipca 2022 roku), gdzie przedstawione zostały odbitki drzeworytów Grzegorza Ciećki na tkaninach pod tytułem „Wolność”, jako część instalacji artystycznej promującej drzeworytnictwo i historię drzeworytu płazowskiego.

5) 11 lipca 2022 roku w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego dokonano wpisu do Krajowego rejestru dobrych praktyk w ochronie niematerialnego dziedzictwa kulturowego działań reaktywacyjnych i rozwojowych opartych o tradycję drzeworytu płazowskiego. Depozytariuszem procesu reaktywacji drzeworytu płazowskiego jest Grzegorz Ciećka (jako adept drzeworytnictwa, badacz tradycji drzeworytu płazowskiego i merytoryczny opiekun wpisu).

6) Lider projektu dla grupy drzeworytników w ramach grantu Euroregionu Roztocze (od czerwca 2022 roku) w inicjatywie „Drzeworyt jako obraz Roztocza”, gdzie przez 5 miesięcy grupa 13 osób uczyła się drzeworytnictwa. Efektem była wystawa prac: desek i odbitek uczestników oraz katalog dokumentujący projekt, zawierający historię drzeworytu płazowskiego opracowaną przez Grzegorza Ciećkę oraz dwie jego prace prezentowane na wystawach towarzyszących grantowi.

7) Artykuł historyczny napisany przez Grzegorza Ciećkę, prezentujący również jego pierwsze prace drzeworytnicze, w książce „Z Roztocza na Grzędę Sokalską” z 2021 roku. Był to pierwszy kompletny opis drzeworytu płazowskiego z poszerzonym tłem historycznym oraz aspektami technicznymi i metodycznymi. Artykuł ten zapoczątkował na większą skalę zainteresowanie drzeworytem ludowym z Płazowa w lokalnym środowisku twórczym związanym z ziemią lubaczowską.

8) Grzegorz Ciećka należy do Stowarzyszenia Animacji Kultur Pogranicza „Folkowisko” od momentu jego powstania w 2013 roku i od początku jest członkiem zarządu. Główną ideą stowarzyszenia jest kultura wsi, a Grzegorz Ciećka zajmuje się w jego ramach historią, sztuką i rzemiosłem ludowym.

9) Jest również członkiem Stowarzyszenia „Tegit Et Protegit” od 2018 roku, które za główny nurt swoich działań przyjęło sztukę i rzemiosło ludowe ziemi lubaczowskiej. Stowarzyszenie to dokonało wpisu do Krajowego rejestru dobrych praktyk w ochronie niematerialnego dziedzictwa kulturowego działań reaktywacyjnych i rozwojowych opartych o tradycję drzeworytu płazowskiego.

10) W edycjach 2016 i 2020 Grzegorz Ciećka uzyskał stypendia twórcze MKiDN (oba w pełnym wymiarze 12 miesięcy), związane z inwentaryzacją bruśnieńskich kamiennych krzyży przydrożnych (ludowa kamieniarka). Dzięki temu powstała baza inwentaryzacyjna i historyczna dla kamieniarstwa bruśnieńskiego: http://kamiennekryze.pl.

Od 2016 roku prowadzona jest strona, na której zbierane są materiały związane z historią oraz aspektami rzemieślniczymi kamieniarki bruśnieńskiej, wspierane działaniami w mediach społecznościowych. Od 2020 roku podobne działania zostały wdrożone dla drzeworytu płazowskiego, tworząc środowisko dla rozwoju drzeworytu ludowego.

Działania warsztatowe:

1) Od lipca do października 2025 roku Grzegorz Ciećka, w ramach grantu Etnopolska 2025, którego jest koordynatorem, przeprowadza indywidualne warsztaty drzeworytnicze z grupą 14 osób. W ramach projektu „Współczesny drzeworyt ludowy” powstał największy drzeworyt w Polsce o wymiarach 600 × 300 cm oraz prace indywidualne uczestników. Powstał także katalog projektu z tekstem opisującym tradycyjny warsztat drzeworytniczy.

2) 19 września 2025 roku odbyły się warsztaty prowadzone przez Grzegorza Ciećkę w Tarnogrodzie w ramach projektu „1000-lecie koronacji Bolesława Chrobrego”. Uczniowie ze Szkoły Podstawowej w Tarnogrodzie zapoznali się z historią drzeworytu płazowskiego oraz poznali tajniki ludowego drzeworytu. Każdy z uczestników wykonał swój drzeworyt i odbitkę na tkaninie.

3) Od 17 września 2025 roku rozpoczął się projekt Stowarzyszenia Przystanek Horyniec pod nazwą „Tradycja odbita w glinie i drewnie”, realizowany w ramach grantu NIKiDW Folk(od)nowa. Grzegorz Ciećka przeprowadził warsztaty drzeworytnicze w ramach tego projektu.

4) 22 i 23 lipca 2025 roku odbyły się warsztaty drzeworytnicze w ramach Festiwalu Dziedzictwa Kresów w Kresowej Osadzie. Dzieci biorące udział w warsztatach poznały tajniki drzeworytu oraz zadruku tkanin.

5) W czerwcu 2025 roku, w ramach grantu Stowarzyszenia Folkowisko „Etnoperformance wokół skrzyni wiannej” (program Etnopolska 2025), odbyły się warsztaty drzeworytnicze przeprowadzone przez Grzegorza Ciećkę. Celem uczestników było wykonanie drzeworytów z ornamentem do nadruku na tkaniny.

7) Od czerwca 2025 roku Gminna Biblioteka Publiczna w Horyńcu-Zdroju realizuje projekt grantowy „Dziedzictwo w dłoniach” (Ministerstwo Edukacji, program „Nasze tradycje” – moduł 2: Tradycje i obrzędy). W ramach projektu Grzegorz Ciećka prowadzi serię warsztatów dla seniorów i dzieci z terenu gminy Horyniec-Zdrój. Przekazuje wiedzę o tradycyjnym drzeworycie i prowadzi zajęcia praktyczne.

8) W listopadzie 2024 roku w Gorajcu przeprowadzone zostały warsztaty drzeworytu ludowego dla młodzieży z LO w Lubaczowie w ramach programu V4 Generation Funduszu Wyszehradzkiego.

9) Od sierpnia do października 2024 roku Gminny Ośrodek Kultury w Narolu realizuje projekt „Powrót do korzeni drzeworytu” w ramach programu „Niematerialne – przekaż dalej” Narodowego Instytutu Dziedzictwa. Grzegorz Ciećka przeprowadza serię warsztatów drzeworytniczych zakończonych wystawą. W tym czasie powstaje także publikacja „Drzeworyt z Płazowa” – pierwsza samodzielna publikacja poświęcona w całości drzeworytowi płazowskiemu. Wcześniejsze opracowania miały formę artykułów lub ujęć ogólnych. Publikacja ta wyodrębnia drzeworyt płazowski jako odrębne zjawisko, zarówno historyczne, jak i współcześnie rozwijające się rzemiosło i sztuka ludowa.

10) W dniach 13-15 lipca 2023 roku w Gorajcu odbyła się 13. edycja Festiwalu Folkowisko. Grzegorz Ciećka prowadził tam „festiwalową drzeworytnię”. Uczestnicy brali udział w warsztatach oraz pogadance o drzeworycie ludowym z Płazowa.

11) Od października do listopada 2022 roku, w ramach programu Mistrz-Uczeń Urzędu Marszałkowskiego Województwa Podkarpackiego, Grzegorz Ciećka przeprowadził 20-godzinny proces nauki drzeworytu ludowego dla Łukasza Czarnego.

 

 

Poniżej zbiór wybranych drzeworytów autorstwa Grzegorza Ciećki:

Brat Albert – dzieło oryginalne
Św. Filip – odtworzenie deski z drzeworytem na podstawie odbitki
Św. Anna – odtworzenie deski z drzeworytem na podstawie odbitki
Św. Maciej – odtworzenie deski z drzeworytem na podstawie odbitki
Wykorzystanie elementu drzeworytu św. Onufry z drzeworytu płazowskiego do wykonania nowego drzeworytu
Opublikowano
Umieszczono w kategoriach: News

Grzegorz Ciećka jako kamieniarz

Kim byli kamieniarze bruśnieńscy? Jak się mają współczesne działania do tradycji bruśnieńskiej? Poniżej opis „cienkiej nici bruśnieńskości” i opis osoby, która od lat pracuje z kamiennymi krzyżami jako elementem niematerialnego dziedzictwa kultury regionu.

Grzegorz Ciećka, trzykrotny stypendysta Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, realizował dwa projekty dotyczące badań związanych z kamieniarką bruśnieńską (2016 i 2020 rok). Trzecie stypendium związane było z drzeworytem (2025 rok). To nie tylko badacz historii lokalnej, której jednym z głównych motywów jest kamieniarka bruśnieńska, ale także kamieniarz.

Od początku swoich zainteresowań historią kamieniarki (pierwsze oficjalne opisy z 2013 roku powstawały na stronie kamienny.horyniec.info, która w 2016 roku została zastąpiona kamiennekrzyze.pl) postanowił zgłębić także aspekty rzemieślnicze, by móc lepiej rozumieć temat, który bada i opisuje. Skąd to zainteresowanie?

Grzegorz Ciećka z wykonanym przez siebie tradycyjnymi metodami krzyżem.

Grzegorz Ciećka, rocznik 1981, mieszkaniec Polanki Horynieckiej (kiedyś osady na terenie Brusna), w dzieciństwie, a później Horyńca-Zdroju (7 km od Brusna). Od dzieciństwa dużą ilość czasu spędzał w Polance Horynieckiej u dziadków i dzieła kamieniarzy bruśnieńskich były jego naturalnym otoczeniem, w którym się wychowywał. W szkole podstawowej za wychowawcę miał Janusza Burka, który prowadził pracownię plastyczno-techniczną. Był artystą malarzem i regionalistą, działaczem społecznym, który szczególną uwagę zwracał na lokalną historię i sztukę.

Jedno z dzieł Janusza Burka z motywem głównym kamiennym krzyżem bruśnieńskim

Tworzył też w horynieckiej szkole zbiór lokalnych pamiątek historycznych, z czasem oddany do Muzeum Kresów w Lubaczowie. Janusz Burek kamieniarkę bruśnieńską uważał za fenomen, unikatowe dziedzictwo stworzone ze stykających się kultur wschodu i zachodu.

Ten materiał z TVP Rzeszów z okolic 2000 roku spowodował, że wielu zaczęło zwracać większą uwagę na kamieniarkę. Środowisko lokalnych aktywistów, do których należeli Janusz Burek (artysta), Janusz Mazur (historyk sztuki), Henryk Janczura (kamieniarz), Marek Wiśniewski, którego głównym motywem działań była turystyka, oraz Grzegorz Chmielowiec (historyk), rozpoczęło bardzo intensywne działania promujące kamieniarkę bruśnieńską oraz wtłaczanie w społeczeństwo wiedzy o jej wartości i unikatowości.

Fotografia ze zbiorów Henryka Janczury
Janusz Burek i Henryk Janczura 2001 rok – Lubaczów

Zamiłowanie do historii także w szkole podstawowej zaszczepił Grzegorzowi historyk Marek Janczura, dla którego historia lokalna była kluczowa. Marek Janczura posiadał unikatową umiejętność transformowania suchych historycznych faktów w opowieść, która zostawiała ślady w terenie. Charakter regionalisty zaczął się kształtować dzięki publikacjom Franciszka Kotuli, który w unikatowy i szczegółowy sposób opisywał aspekty kultury niematerialnej Podkarpacia (warto tutaj też wymienić Stanisława Franciszka Gajerskiego, nazywanego nestorem lubaczowskich regionalistów, i Antoniego Stelmacha – ich materiały poświęcone kamieniarce bruśnieńskiej, garncarstwu, opisy zabytków związanych ze zniesieniem pańszczyzny i inne były fundamentem merytorycznym do dalszych działań). Wszyscy oni mieli jeden wspólny mianownik – posiadali ogromne kolekcje regionalne i potrafili snuć fascynujące opowieści na tematy, które pozornie wydawały się mało interesujące, oraz skierowali uwagę na to, co niematerialne, z materialnymi śladami (kamieniarka bruśnieńska, drzeworyt płazowski, garncarstwo z Dziewięcierza, szkła i kryształy ze Starej Huty i inne).

Tak ukształtowane zainteresowania powodowały, że zaczął szukać historii w terenie, w rozmowach z ludźmi. Jednym z jego szczególnie ważnych rozmówców był Mieczysław Zaborniak z Polanki Horynieckiej, nazywany „ostatnim kamieniarzem bruśnieńskim”.

Po namowie redaktor naczelnej „Gazety Horynieckiej”, Bożeny Mróz, Grzegorz Ciećka od 2011 roku zaczął publikować na łamach tej gazety artykuły, w których znalazły się między innymi informacje pozyskane od Mieczysława Zaborniaka.

Mieczysław Zaborniak „ostatni kamieniarz bruśnieński” podczas rozmowy w Marcinem Piotrowskim podczas rajdu do Starego Brusna.

Zmarł on w 2017 roku, ale wcześniej był odwiedzany przez wielu naukowców, redaktorów i pasjonatów historii lokalnej. Dzięki temu przekazał dużą ilość wiedzy z historii regionu, jak i swojej działalności kamieniarskiej, która jest opisana w publikacjach. Ponieważ Mieczysław Zaborniak był kuzynem dziadka od strony matki Grzegorza Ciećki, jego rozmowy miały bardziej otwarty charakter niż z obcymi odwiedzającymi go. Kamieniarka była jednym ze szczególnych tematów, jakie podejmowali w rozmowach, co pozwoliło na lepsze zrozumienie tego rzemiosła, szczególnie jego unikatowego, lokalnego charakteru.

Kamienny krzyż Mieczysława Zaborniaka

Mieczysław Zaborniak ożenił się ze Stanisławą Puzio. Rodzina ta miała związki z rodziną Lubyckich (siostra Grzegorza Kuźniewicza wżeniła się w tę gałąź rodziny Lubyckich), jednej z głównych rodzin kamieniarskich ze Starego Brusna. Ponieważ od 1947 roku, po akcji „Wisła”, kiedy to większość kamieniarzy, którzy byli pochodzenia ukraińskiego, została wywieziona ze Starego Brusna, istniał rynek na wyroby kamieniarskie, a nie było dużej liczby twórców kamiennych krzyży, Zaborniak postanowił zająć się wtedy kamieniarką.

Po wojnie kamieniarką zajmował się także Adam Birnbach (rodzina od strony babki Grzegorza Ciećki z Polanki Horynieckiej). Birnbach uczył się kamieniarki od kamieniarza bruśnieńskiego Dymitra Podgóreckiego, który zmarł w 1947 roku, i niedługo później ożenił się z jego żoną. Birnbachowie są też spokrewnieni z rodziną Puziów.

Potomkowie bruśnieńskich rodzin kamieniarskich do tej pory żyją w Polance Horynieckiej i Nowym Bruśnie, na przykład rodziny: Kosmynów, Podgóreckich, Grabowiczów i wielu innych, których nazwiska po linii kobiecej zanikły. Część z nich jeszcze pamięta czasy pracy górniczej w kamieniołomie bruśnieńskim i posiada umiejętności pracy z kamieniem (dokładniejsza genealogia rodzin kamieniarskich zostanie opracowana w przyszłości).

Mieczysław Zaborniak przy pracy, okolica 1966 roku.

Pokazuje to, że zarówno Zaborniak, jak i Birnbach poznawali tajniki kamieniarki od jeszcze żyjących, czynnych kamieniarzy bruśnieńskich, także poprzez rodzinę. Potem, z biegiem czasu, do Polanki Horynieckiej, która była swego czasu ulokowana jako osada na gruncie Brusna, przyjeżdżali byli mieszkańcy Starego Brusna, szczególnie rodzina Lubyckich. Mieczysław Zaborniak wspominał o spotkaniach z Antonem Lubyckim i innymi mieszkańcami Starego Brusna, którzy przyjeżdżali odwiedzić miejsca z młodości i groby przodków.

Kamienny medalion wykonany przez Mieczysława Zaborniaka

Poznanie dogłębne rodzinnej historii i kamieniarki bruśnieńskiej zaowocowało chęcią zachowania cienkiej nici bezpośredniej tradycji sztuki ludowej kamieniarki bruśnieńskiej. Stąd też dogłębne badania musiały przerodzić się w próby obróbki kamienia tradycyjnymi metodami. Po konsultacjach i wskazówkach, tak jak zaczynał Mieczysław Zaborniak, Grzegorz Ciećka w 2014 roku udał się do lokalnego kowala (Kazimierza Pruchnickiego w Horyńcu-Zdroju), który wykonał mu zestaw narzędzi kamieniarskich.

Grzegorz Ciećka podczas prac nad Pomnikiem Wolności w Gorajcu

Ponieważ motywem głównych działań Grzegorza Ciećki były działania związane z naprawą istniejących krzyży, brakujące elementy dorabiał ręcznie, przy okazji poznając tajniki pracy z kamieniem. Praca z dużą ilością figur pozwoliła na szczegółowe poznanie tajników różnych kamieniarzy, którzy zostawili na swoich dziełach ślady, które potrafi odczytać osoba pracująca z kamieniem tradycyjnymi narzędziami. Nauki Mieczysława Zaborniaka i czytanie śladów zdradzających aspekty techniczne i metodyczne z dzieł kamieniarzy bruśnieńskich, porównanie tego z tym, jak pracują współcześni amatorzy rzeźby kamiennej, pozwoliły z czasem na zrozumienie tego, czym jest owa „bruśnieńskość” kamieniarki.

Nie byłoby to możliwe, gdyby nie działalność Henryka Janczury (1948–2005), rzeźbiarza z Lubaczowa, którego można uznać za osobę, która ponownie, na swoich zasadach, spopularyzowała temat kamieniarki bruśnieńskiej i wniosła w przestrzeń nowe rzeźby.

Henryk Janczura w swoim warsztacie kamieniarskim

Janczura zajął się rzeźbą w latach 70. XX wieku dzięki teściowi (Dubanik), rzeźbiarzowi związanemu z ziemią jarosławską. Na początku pracował w drewnie, ale później zafascynował się kamieniem. Jego syn, Jan, także zajął się rzeźbą w kamieniu.

Fotografia ze zbioru Henryka Janczury
Henryk Janczura uczy syna Jana pracy z obróbką kamienia – 1995 rok.

Dzięki jego współpracy z Grzegorzem Ciećką przy akcji ratowania kamieniarki bruśnieńskiej od 2016 roku udało się pozyskać dużo materiałów historycznych związanych z Henrykiem Janczurą i jego działaniami z kamieniarką bruśnieńską. Na zdjęciach działania związane z wykonaniem brakującej głowy do figury w Hucie-Złomy.

Jan Janczura z figurą, do której wyrzeźbił zaginioną głowę

Henryk Janczura zaczął zabiegać o to, by powstała szkoła kamieniarska na ziemi lubaczowskiej. Marzył, by była usytuowana na górze Brusno, gdzie były wtedy jeszcze budynki po firmie górniczej z czasów PRL-u, by w Bruśnie znów było słychać dźwięki kamieniarzy pracujących w kamieniu. Niestety śmierć w 2005 roku przerwała te działania, kilka lat po nim także Janusz Burek umiera i kamieniarka traci swoich największych promotorów.

Henryk Janczura nazywał siebie „epigonem bruśnieńskiej szkoły kamieniarskiej”. Epigonizm, czyli nietwórcze, bierne naśladowanie dawniejszych wzorców artystycznych, to surowa samoocena, ale uzasadniona. Henryk Janczura miał świadomość, że próbuje naśladować to, co widzi (nie próbował robić kopii), używając swojego talentu manualnego. Brakowało mu dwóch czynników, które zmieniłyby charakter jego prac. Pierwszy to poznanie tradycyjnego warsztatu u źródła i zrozumienie symetrii charakteryzującej figury bruśnieńskie (związanej z tradycyjnymi narzędziami miary), tworzącej coś w rodzaju wzoru bruśnieńskiego. Ten wzór to też aspekt stylu, coś podświadomego, co ten styl kształtuje. Chcąc to nazwać i dać jakiś wzór czy też przepis, jak rodzi się podświadomie styl, można to dość prosto opisać: w sztuce ludowej przebywanie od dziecka wśród określonych wzorów uczy – człowiek podświadomie je koduje i potem, tworząc coś własnego, nasycony od dziecka automatycznie w tym stylu tworzy i jego dzieła są spójne z tym dziedzictwem lokalnej kultury. Dlatego właśnie wielu PRL-owskich twórców, nasyconych wzorami z „cepelii”, mediów i potem Internetu, tworzy bezstylowo i jest oderwanych od lokalnej tradycji.

Do tego dochodzi czynnik związany z wyborem kamienia, który był selekcjonowany w ściśle określony sposób. Obecny kamieniołom nie jest kamieniołomem oryginalnym, powstał w czasach PRLu. Przed wojną były tutaj pola mieszkańców Brusna. Najpierw kopano kamień tradycyjnym sposobem bliżej wieży na szczycie Góry Brusno, potem zaczęto go wydobywać wkopując się górę. W końcu inżynierowie wpadli na pomysł by wkopać się od zachodniego krańca góry odsłaniając stromą ścianę gołej skały i do przy pomocy dynamitu wysadzano kolejne partie kamienia. To spowodowało, że kamień niestety stracił swoją wartość rzeźbiarską, gdyż posiada teraz mikropęknięcia i nie zachowuje się tak jak zachowuje się kamień bez mikropęknięć, można to powiedzieć, że kiedyś kamień bardziej się słuchał kamieniarza, teraz może być „kapryśny”.

Tutaj warto zaznaczyć też ważną rzecz. Henryk Janczura miał styczność z kamieniarzami pracującymi w kamieniołomie bruśnieńskim i od nich mógł uczyć się elementów sztuki górniczej związanej z łamaniem kamienia. Na zdjęciach poniżej kamieniarz z Polanki Horynieckiej, Zenon Paluszek, sąsiad Mieczysława Zaborniaka (fotografia zrobiona przez Henryka Janczurę). Prezentuje on, jak wyglądała tradycyjna praca z kamieniem. W okresie PRL, gdy kamieniołom w Bruśnie funkcjonował, duża liczba mieszkańców Polanki i Brusna pracowała tam. Łamali kamień i obrabiali go jak dawni bruśnieńscy górnicy do celów budowlanych. Trzeba tutaj bardzo jasno zaznaczyć, że przed II wojną duża liczba mieszkańców Brusna pracowała w kamieniołomie jako górnicy. Z pracy górniczej wynikały działania artystyczne. Bez podstawowej umiejętności obróbki kamienia, jaką mieli górnicy, przygotowując kamień do celów budowlanych czy konstrukcyjnych, niemożliwe było wykonanie rzeźb.

Prace współczesnych amatorów rzeźby w kamieniu bruśnieńskim dają się bardzo łatwo i szybko rozpoznać nawet po tym jednym czynniku: nieumiejętności wyboru kamienia i męczeniu się ze złym materiałem, przy pomocy nieodpowiednich narzędzi kamieniarskich i nieodpowiednich narzędzi miary. Sedno sprawy z kontynuacją kamieniarki bruśnieńskiej nie jest związane z bezwiednymi próbami kopiowania, mając za sobą obcy warsztat, ani z wejściem „obcego” do Brusna i udawaniem, że użycie kamienia z Brusna oznacza kontynuację kamieniarki bruśnieńskiej. Musimy najpierw zrozumieć istotę bruśnieńskości. Poznanie istoty każdej manualnej sztuki związane jest z jej 100% manualnym opracowaniem, bez elektrycznych narzędzi, które są drogą na skróty i nie powalają zrozumieć do końca natury rzeźby i efekt końcowy nie jest 100% ręczną pracą, tylko zakamuflowaną sztuczną pracą. Tak jak nie da się poznać kondycji jadąc motorem zamiast rowerem, tak nie da się poznać stopnia opanowania sztuki opracowując kamień elektronarzędziami. Ich używanie ingeruje w naturalny styl, który wynika z narzędzi, sposobu i wprawy ich operowaniem.

Pod względem naukowym, współczesne działania związane z rzeźbą kamienną, to „inspiracja bruśnieńska”, czyli rzeźbienie w kamieniu oderwane od realnej tradycji i realnego przekazu. Do rzeźbienia używane są nowoczesne narzędzia i pozyskane umiejętności rzeźbiarskie z bliżej nieokreślnego współczesnego warsztatu. Żeby nastąpiło coś w rodzaju realnej kontynuacji kamieniarki bruśnieńskiej muszą być spełnione konkretne czynniki tworzące system: wiedzy warsztatowej, sposobu obróbki, lokalnej estetyki, funkcji społecznej, symboliki, i ciągłości przekazu. Wciąż jest to możliwe, bo na terenie Polanki Horynieckiej i Nowego Brusna są ludzie, od których można pozyskać skrawki wiedzy, którą jeszcze posiadają pojedyncze osoby i wokół rodzin: Birnbach, Zaborniak, Puzio, Kosmyna, Podgórecki i innych reaktywować sztukę kamieniarską z Brusna.

Grzegorz Ciećka podczas odczyszczania z farby kamiennego krzyża bruśnieńskiego z Gorajca w 2015 roku.

Grzegorz Ciećka, szczególnie związany z kamieniarką bruśnieńską, niedługo po śmierci Janusza Burka w 2009 roku zaczyna temat zgłębiać. Robi to jednak pod innymi względami niż poprzednicy. Skupia się na niematerialnym dziedzictwie kultury, na „bruśnieńskości”. Dlatego też podejmuje ogromny trud wykonania działań inwentaryzacyjnych, zbierając maksymalną ilość materiałów i przede wszystkim działając w terenie. Niestety w 2022 roku te działania zostały przerwane. To właśnie wtedy, na wiosnę, miał się rozpocząć proces badań na terenie Ukrainy – tam znajdują się brakujące elementy układanki związanej z kamieniarką bruśnieńską. Niestety wybuchła wojna i działania terenowe stały się niemożliwe, bowiem musiałyby być prowadzone przy granicy.

Wtedy też rozpoczęte zostały badania innych tropów związanych z kamieniarką bruśnieńską. Razem z Patrycją Maczyńską Grzegorz Ciećka jeździ do Nałęczowa i przeprowadza serię rozmów z Marianem Pudełko, synem Michała Pudełki. Wtedy też rozpoczyna się okres szukania historii i dzieł w terenie związanych z rodziną Pudełków, którzy pochodzą z Chlewisk pod Narolem. Michał Pudełko współpracował z kamieniarzami ze Starego Brusna. Można śmiało przyjąć, że tak jak Grzegorz Kuźniewicz wpływał na ludowych twórców, przemycając do kamieniarki bruśnieńskiej elementy secesji, tak Pudełko zaczął wtłaczać w przestrzeń rzeźby w stylu art déco.

Praca nad szczegółowym opisem warsztatu i owej bruśnieńskości trwa… Na terenie Ukrainy nadal żyją potomkowie kamieniarzy bruśnieńskich i wciąż można od nich zdobyć ogrom cennych informacji. Stowarzyszenie Magurycz, które wykonało fantastyczną pracę, publikując książkę „Brusno (nie)istnienie w kamieniu” oraz wykonując serię wywiadów z potomkami kamieniarzy bruśnieńskich na terenie Ukrainy, stworzyło grunt do dalszych działań. Tylko dalszy ciąg szczegółowej inwentaryzacji zamknie temat i da nam pełny obraz kamieniarki bruśnieńskiej.

Pamiątka zniesienia pańszczyzny w Gorajcu w 2026 roku – warsztaty kamieniarskie podczas dnia wolności chłopskiej w Gorajcu.
Opublikowano
Umieszczono w kategoriach: News