Ponad 15 lat aktywności społecznej, szczególnie na niwie kultury, sztuki i historii trudno opisać w krótkim artykule. Dlatego też postanowiłem opisać swoje działania koncentrując się na najważniejszych wydarzeniach i przy okazji wyjaśnić, jak to się zaczęło, z czego wynika i jaki jest długofalowy cel tych działań. Uważam, że moje działania to efekt misji, którą sobie ustanowiłem jako forma jednego z celów życiowych. To takie hobby, ale z dużą użytecznością społeczną. Ta użyteczność społeczna nadaje większy sens i wartość, skutecznie napędzając działania. Nakierowanie na szeroką współpracę z ludźmi i organizacjami powoduje, że przy okazji repertuar możliwości się drastycznie zwiększa, dlatego jestem zwolennikiem synergii i współpracy. Dzięki temu wielu innych ludzi korzysta z takich działań. W efekcie faktycznie wpływa się na lokalne społeczeństwo i je zmienia.
Moją historię często zaczynam od wojska, gdzie poszedłem po szkole średniej. Była to jednostka Strzelców Podhalańskich w Rzeszowie specjalizująca się w misjach specjalnych. Szkolenie pod misje zagraniczne z czasem znacząco zmienia charakter człowieka, kształtuje się dyscyplina. Jednocześnie też uczy działań w zespole. Po wyjściu z wojska zacząłem traktować swoją okolicę, Horyńca-Zdroju, jak obcy teren, który należy optymalnie rozpoznać. To rozpoznanie terenu spowodowało, że wcześniejsze ogólne zainteresowanie historią zmieniło się w zainteresowanie jej szczegółami i śladami w terenie. Nie będzie przesadą, jeżeli powiem, że mam do tej pory pewnie ponad milion zdjęć z terenu. Notorycznie fotografowałem i fotografuję wszystko od około 20 lat tworząc przepastne bazy danych.
Rok 2011 można nazwać oficjalnym debiutem kiedy to rozpocząłem swoją działalność publikując swoje artykuły na łamach Gazety Horynieckiej. Były to artykuły łatwe i przyjemne w czytaniu, bo od początku wiedziałem, że chcę przekazywać niszowe niuanse lokalnej historii w przystępnej formie. Celem tego było zainteresowanie innych swoim otoczeniem. Szczególną uwagę zwracałem na historie lokalne, które nigdzie nie były publikowane czy szeroko znane.
Skąd takie zainteresowania? Mogę potwierdzić na sobie, że każdy człowiek jest kombinacją inspiracji jakie czerpie od innych ludzi, których uważa za wartościowych. Od dzieciństwa byłem pod wrażeniem swojego wychowawcy w szkole podstawowej i artysty, Janusza Burka, fascynujący był dla mnie jego styl przędzenia opowieści, sztuka transformacji historii zwykłych w fascynujące. Następnie jeszcze bardziej podkręcił tę fascynację historią nauczyciel historii w szkole podstawowej Marek Janczura, który miał dar konstruowania opowieści. Byli oni jednocześnie kolekcjonerami regionaliów i zwracali szczególną uwagę na lokalną historię. Janusz Burek zmarł nagle w 2009 roku. Niedługo później postanowiłem mu oddać hołd, to była „nasza prywatna sprawa”. W szkole podstawowej pan Burek, jak go nazywaliśmy, zabrał moją klasę na cmentarz z I wojny światowej w Nowinach Horynieckich i naszym zadaniem było jego uporządkowanie, polegało ono na usunięciu zakrzaczeń. Dostaliśmy dokładną instrukcję, mieliśmy wyrwać z korzeniami wszystkie krzewy i drzewka, które tam na mogiłach wzrastały, mówił wtedy, że jak wyrwiemy z korzeniami, to już nic nie odrośnie, a jak zetniemy to za kilka miesięcy będzie jeszcze gorzej. Tak powinno się porządkować cmentarze. Pojawiłem się pewnego dnia na tym samym cmentarzu, sam, z duchem pana Burka. Cmentarz był podobnie zarośnięty jak kilkanaście lat wcześniej. Zajęło mi to pewnie pół dnia, ale odczyściłem cały cmentarz, wyrywając z korzeniami zakrzaczenia. Wtedy też rzucił mi się w oczy złamany kamienny krzyż, jedyny jaki był na tym cmentarzu. Postanowiłem go skleić. To była ta chwila, która nakierowała moją szczególną uwagę na kamienne krzyże bruśnieńskie pod względem ich stanu. Oczywiście słyszałem wcześniej o działaniach Leona Ważnego z Horyńca-Zdroju, który z pasją odnawiał takie połamane krzyże, współpracując z hermetyczną grupą GERP i artystą Grzegorzem Wajsem.
Szczególną osobą, która wpłynęła też na moje zainteresowania był Mieczysław Zaborniak, nazywany był ostatnim kamieniarzem bruśnieńskim. Ponieważ był kuzynem mojego dziadka, przyjmował mnie zawsze na rozmowy na innej stopie niż ludzi obcych, którzy często do niego zaglądali chcąc pozyskać informacje historyczne. Na bazie jego opowiadań powstawały różne artykuły, czy to do Gazety Horynieckiej, czy na strony internetowe. Ale najważniejsze były informacje, które pozwoliły znaleźć w terenie obiekty i miejsca, które były mało znane. Od Zaborniaka uzyskałem jeszcze jedną, najcenniejszą rzecz – element lokalnego niematerialnego dziedzictwa kultury. Rozmawiałem z nim szczególnie o kamieniarce i sztuce rzeźbiarskiej. Informacje i wskazówki od niego uzyskane po jego śmierci w 2017 roku stały się czymś w rodzaju ostatniego przekazu umiejętności rzeźbiarskich, technicznych i metodycznych. Z biegiem czasu zapoznałem się z procesem rzeźbienia innych lokalnych twórców, niezwiązanych z Brusnem, jednakże stosują całkowicie inną filozofię techniczną i metodyczną. Ich działalność wiąże się z kopiowaniem czy też inspiracją kamieniarką bruśnieńską, brakuje tutaj zastosowania i identyfikacji z bezpośrednim przekazem tradycji.
W lipcu 2013 roku stworzyłem stronę internetową kamienny.horyniec.info. Celem było opisywanie kamiennych krzyży, kapliczek i historii związanych z Brusnem. Po opisaniu kilkudziesięciu obiektów, do których informacje zacząłem pozyskiwać od coraz większej ilości ludzi rozmawiając o lokalnej historii i pytając się czy coś nie wiedzą o danym krzyżu czy kapliczce zacząłem też odczyszczać napisy na zamalowanych krzyżach. Zaczęły się pokazywać zaskakujące historie. Niemal codziennie, od wielu lat byłem w terenie, kilka godzin po pracy, czy w weekendy całymi dniami, rowerem czy motorem. Jednocześnie tworzyłem księgozbiór i kupowałem wszystko co było możliwe związane z lokalną historią i pozyskiwałem w terenie interesujące eksponaty. Poziom i szczegółowość wiedzy i rozpoznanie terenu jakie wtedy miałem poznałem po rozmowach z Markiem Janczurą, moim nauczycielem historii ze Szkoły Podstawowej. Ostanie spotkanie w grudniu 2013 roku w Radrużu, pan Marek, jak go nazywaliśmy, zmarł w styczniu 2014 roku. Na jego pogrzebie były tłumy. To był dla mnie szczególny moment, bo uważałem pana Burka i pana Marka za tych, którzy na swój sposób są specjalistami związanymi z lokalną horyniecką historią, sami jednocześnie tworząc historię. Choć pasjonatów lokalnej historii było wielu, można tu wymienić szczególnie Marka Wiśniewskiego, który został dla mnie swoistym przykładem jak zająć się promocją swojej małej lokalnej ojczyzny, i przy okazji jego syna Łukasza, którego nieszablonowe podejście uaktywniło z czasem „parcie na szkło”. Ten opis ma na celu pokazanie drogi, pokazanie, że zainteresowania i praca społeczna, z historią i kulturą nie rodzi się z niczego. To suma inspiracji które emanują z innych ludzi i nakierowują na działania. Wielu ludzi napotkanych na drodze kieruje nas, mimo iż często nie pytamy o drogę, ale widzą w drugiej osobie potencjał.
W 2015 roku opracowałem wniosek związany z inwentaryzacją kamiennych krzyży przydrożnych w programie stypendialnym Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Okazało się, że jest na tyle dobry, że stypendium zostało mi przyznane na 2016 rok. Zostałem pierwszym stypendystą Ministra Kultury na terenie powiatu lubaczowskiego w programie związanym z upowszechnianiem kultury. To prestiżowe wyróżnienie i dające dużo możliwości. W ramach roczengo stypendium powstała strona internetowa kamiennekrzyze.pl – która zastąpiła kamienny.horyniec.info. Zinwentaryzowanych zostało na terenie powiatu lubaczowskiego 581 obiektów każdy z nich został naniesiony na mapę, sfotografowany i opisany. Powstała ogromna baza wiedzy dotycząca kamieniarki bruśnieńskiej. Następnie w 2020 roku Minister Kultury przyznał po raz drugi styepdnium na kolejny etap inwentaryzacji przydrożnych kamiennych krzyży bruśnieńskich poza powiatem lubaczowskim. Finalnie baza zawierała pod koniec 2020 roku 918 obiektów. Przy okazji powstała bardzo duża ilość materiałów w mediach, które miały na celu promować ochronę kamiennych krzyży przydrożnych jako element lokalnego dziedzictwa kultury. Od 2016 roku do 2021 nastąpiło zwiększenie wartości w lokalnym społeczeństwie dla kamiennych krzyży bruśnieńskich. Ta zmiana była bardzo duża, ale nie byłaby możliwa, gdyby nie wcześniejsza działalność promocyjna z kamieniarką Janusza Burka, Janusza Mazura, kamieniarza Henryka Janczury i Marka Wiśniewskiego i wielu innych. To był naturalny proces kontynuacji i rozwoju. Zarówno bez działań jeszcze wcześniejszych badaczy tematu, jak Stanisław Franciszek Gajerski i Antoni Stelmach, ich następców, w końcu ogromnej masy informacji ze strony kamiennekrzyze.pl, gdzie poległo wiele mitów związanych z historią kamieniarki, pojawiło się ogrom informacji nowych, a sama mapa z kamiennymi krzyżami ma na obecną chwilę 66 tys wyświetleń, nie byłoby obecnego stanu wiedzy i popularności kamieniarki bruśnieńskiej. Widzę siebie jako element procesu.
Nie tylko kamieniarka była tematem którym się zajmowałem. Posiadając okazałe zbiory książkowe związane z lokalną historią, kulturą i sztuką miałem doskonałe rozeznanie w sprawach które mnie najbardziej interesowały, czyli lokalne rzemiosło i sztuka.
W 2020 roku, gdy wybuchła pandemia COVID-19 i były większe możliwości czasowe, postanowiłem się skupić szczególnie na innej historii, która fascynowała mnie od dawna – drzeworyt ludowy z Płazowa. Widziałem tu bardzo duży potencjał, miałem świadomość, że drzeworyt płazowski jest powszechnie znany poza terenem powiatu lubaczowskiego a nawet Podkarpacia w środowiskach związanych ze sztuką graficzną i środowisku etnograficznym. Oryginalne deski z drzeworytem ludowym z Płazowa od dawna były już eksponowane na wystawie stałej w Muzeum Etnograficznym w Krakowie, reprezentując jeden z najważniejszych aspektów polskiej kultury ludowej. W latach 2011 – 2012 powstało też wirtualne muzeum drzeworytów ludowych, które prowadzi Muzeum Etnograficzne w Krakowie i strona ta jest bezcenną bazą wiedzy na temat polskiego drzeworytu ludowego. Mając za sobą serię wyjazdów do Krakowa i Zakopanego, gdzie szukałem śladów związanych z drzeworytem płazowskim, widząc także na żywo wystawę Muzeum Etnograficznym w Krakowie szukałem możliwości promocyjnych. Mając bogate zasoby wiedzy i widząc, że w Polsce działają drzeworytnicy inspirujący się sztuką ludową, gdzie szczególne miejsce zajmuje Marek Głowacki. O ile inni ludowi twórcy tylko tworzyli bo czasem znaleźć można było ich dzieła, to Marek Głowacki pokazywał też częściowo aspekty warsztatowe w Internecie. Od razu było widać też, że współpracuje z ludźmi, którzy mają szczególną wiedzę na temat grafiki ludowej. Trafiałem też na Tadeusza Grejpela, który podchodził do tematu drzeworytu historycznego bardzo specjalistycznie. Stało się wtedy dla mnie jasne, że da się z tym działać także praktycznie. O ile praktykowanie rzeźby kamiennej było kłopotliwe, bo wymagało pozyskiwania dużych i ciężkich kamiennych brył, a wiedziałem już wtedy, że niestety kamień z kamieniołomu w Starym Bruśnie przez to, że był w okresie PRLu pozyskiwany przy pomocy dynamitu i zniszczył litość skał i słabo nadaje się do rzeźby, to drzeworyt wymagał minimalnych nakładów i materiałów, wystarczyła deska i nóż. W 2020 roku pracując z projektem stypendialnym dotyczącym kamieniarki bruśnieńskiej, jednocześnie rozpocząłem organizację działań wokół drzeworytu ludowego. Udało się utworzyć działania z lokalną społecznością gdzie najważniejszym motywem dla mnie było doprowadzenie do tego, by w rodzinie Kostrzyckich znów pojawiły się działania związane z drzeworytnictwem. Drzeworyt ludowy z Płazowa był dla mnie szczególnie ważny ze względu na to, że duża część mojej rodziny od pokoleń zamieszkiwała na terenie parafii Płazów, a sam Kostrzycki pochodził z wioski, z której pochodzi rodzina babki od strony ojca. Z relacji rodzinnych wiem, że w dawnych czasach drzeworyty płazowskie zdobiły rodzinne domy. Opis tych obrazków i ich zastosowanie był praktycznie identyczny jak relacje pana Hawryliszyna z Łówczy.
Gdy pod koniec 2020 roku zakończyłem prace z projektem stypendialnym, zintensyfikowałem prace nad drzeworytem płazowskim. Po wieloletnich pracach nad historią, w 2021 roku, w książce historycznej Z Roztocza na Grzędę Sokalską. Szkice historyczne i literackie w artykule „Drzeworyt płazowski dziedzictwem narodowym Polski„ opisałem historię drzeworytu płazowskiego z szerokim kontekstem historycznym i społecznym. Lokalne społeczeństwo pierwszy raz mogło poznać prawdziwą wartość drzeworytu płazowskiego. Działania z lokalną społecznością były na tyle dobre jakościowo i perspektywiczne, że zgłoszenie inicjatywy pod tytułem „Reaktywacja i rozwój drzeworytu płazowskiego” do wpisu do Krajowego rejestru dobrych praktyk w ochronie niematerialnego dziedzictwa kulturowego tworzonego przez Narodowy Instytut Dziedzictwa uzyskało akceptację Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego i 11 lipca 2022 roku dokonano wpisu. Udało się stworzyć unikatową inicjatywę związaną z niematerialnym dziedzictwem kultury, gdzie każdy, kto praktykuje pracę z drzeworytem ludowym może być depozytariuszem, czyli nosicielem lokalnej tradycji. Warto zaznaczyć, że działania z drzeworytem nie są skierowane na pojedynczych ludzi i ich promocję, tylko na lokalną społeczność zajmującą się danym dziedzictwem kultury. Według zapisków z wniosku, społeczność pierwszych depozytariuszy i lokalna społeczność biorąca udział w promocji działań ma za zadanie promować historyczne tradycje. Mi w tym działaniu przypadła rola szczególna, opracowując pod kątem merytorycznym wniosek stałem się też osobą, która ma dbać o poprawność merytoryczną działań z drzeworytem. Dlatego też powstała strona internetowa drzeworyt.ziemialubaczowska.pl będąca stroną społeczności drzeworytników zawierająca oficjalne informacje związane z reaktywacją drzeworytu ludowego. Działania reaktywacyjne są często określane jako wzorcowe dla innych inicjatyw i pod taką wzorcową praktykę są prowadzone kolejne działania i już są wzorem do naśladowania dla innych inicjatyw. Udało się praktycznie z niczego, z prostej historii zamarłego rzemiosła lokalnego stworzyć lokalną markę, która jest coraz bardziej rozpoznawalna w całym kraju. Celem długofalowym jest wypracowanie praktyki z niematerialnym dziedzictwem kultury, która zostanie wpisana do rejestru najlepszych praktyk UNESCO. Aby do tego mogło dojść, potrzebne były działania, które by podniosły jakościowo tę inicjatywę na wyższy poziom. Dzięki stypendium twórczemu pod tytułem „Poszukiwanie istoty drzeworytu” organizowanego przez Narodowy Instytut Kultury i Dziedzictwa Wsi dla Twórców Ludowych ze środków Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi w drugiej połowie 2023 roku realizowałem projekt twórczy i badawczy zarazem. Dotyczył on poszukiwania optymalnych rozwiązań technicznym i metodycznych dla ludowego drzeworytu i ludowego druku płótna. Udało mi się wtedy opracować coś, co uważam za wstęp do kolejnego wpisu do Krajowego rejestru. O ile ludowy drzeworyt w różnych formach funkcjonował w sposób ciągły na terenie kraju, to był całkowicie anonimowy na terenie lubaczowskim a druk tkanin przy pomocy desek ze wzorami wyciętymi jak drzeworyt po II wojnie światowej zaniknął w Polsce całkowicie. Rzemiosło to były bardzo sporadycznie opisywane przez nielicznych etnografów, a w muzeach eksponowane spódnice drukowane z południowej Lubelszczyzny i wschodniej części Podkarpacia. Pod koniec 2023 roku w ramach stypendium NIKiDW wykonana została rekonstrukcja deski z wzorem ze spódnicy z Oleszyc z grafiki Kielisińskiego z okolicy 1840 roku i powstała pierwsza drukowana tkanina metodami i techniką przedwojennych ludowych drukarzy płótna. Otworzyła się droga do rozpoczęcia procesu tradycyjnego wykonania zdobień na tkaninie, z której mogą teraz powstawać oryginalne elementy stroju ludowego ze wschodniej ściany Podkarpacia i nie tylko.
W 2024 roku rozpoczęła się kolejna inicjatywa z lokalnym dziedzictwem kultury. Dzięki projektowi „Dziewięcierz z kamienia i gliny” realizowanemu w ramach grantu Narodowego Instytutu Dziedzictwa przez Stowarzyszenie Przystanek Horyniec, którego byłem koordynatorem, na światło dzienne wyszło kolejne rzemiosło, które ma ogromny potencjał, to garncarstwo z Dziewięcierza. W ramach tego grantu, pierwszy raz od okolicy lat 60tych XX wieku garncarstwo znów zawitało do Dziewięcierza i na ziemię horyniecką. Powstała publikacja, która pierwszy raz pokazuje nieznane dotąd aspekty historii Dziewięcierza i opisuje rzemiosło garncarskie jako lokalne dziedzictwo kultury. Od czasu realizacji tego projektu, garncarstwo i praca z ceramiką powoli ugruntowuje swoją pozycję w świadomości społecznej gminy Horyniec-Zdrój i trwają intensywne działania mające na celu zagospodarowanie tego potencjału.
W 2025 roku po raz trzeci Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego przyznaje mi stypendium twórcze, tym razem na działania z drzeworytem i drukiem tkanin. Motywem przewodnim projektu jest rekonstrukcja warsztatu ludowego drzeworytnika i drukarza. Część merytoryczna projektu była na tyle dobra jakościowo i zapewne też odkrywcza, zarówno dla ludowego drzeworytu jak i druku tkanin, że podczas sierpniowego Jarmarku Jagiellońskiego w Lublinie, który jest jednocześnie miejscem zebrania najważniejszych twórców ludowych z całego kraju i sąsiednich krajów, jury przyznaje mi nagrodę główną Jarmarku Jagiellońskiego.
Pod koniec 2025 roku następuje podsumowanie projektu stypendialnego. Od tego momentu wchodzimy w etap przełomu. Dopracowane zostały aspekty warsztatowe związane z ludowym drzeworytem i drukiem, dysponujemy optymalnymi rozwiązaniami technicznymi i metodycznymi. Cel działań z drzeworytem jest nadal aktualny i wchodzi w fazę kluczową – stworzenie dużej ilości prywatnych warsztatów na terenie powiatu lubaczowskiego i uczynienia grafiki ludowej znakiem rozpoznawczym regionu.